• Wpisów:19
  • Średnio co: 21 dni
  • Ostatni wpis:3 dni temu
  • Licznik odwiedzin:3 506 / 424 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie lubię momentu, gdy wewnętrznie podżega się we mnie zazdrość.
To takie irytujące uczucie o którym za wszelką cenę staram się zapomnieć, bo denerwuje i robi ze mnie zdesperowaną osobę.
Wewnętrzne drżenie nie do zduszenia zakłóca pracę stałych myśli i powoduje powstawanie wizji. Wizji niszczących fatamorganę przyszłości i zamyśleń.
Czy wypowiedzenie hipotetycznych zdarzeń pozwala zmieniać przyszły bieg i uspokoić umysł zmęczony drżeniem?
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Są takie momenty, których w ogóle nie zauważamy. Najczęściej to te dobre, spokojne chwile. Nie zrywanie się rano z łóżka. Dobre śniadanie, zjedzone w spokoju. Długi spacer, na którym nie musisz myśleć, co trzeba jeszcze zrobić. Popołudniowa drzemka z kotem śpiącym obok nas. Chwila z ulubioną książką.
Czas spędzony z najbliższą osobą lub przyjaciółmi.
Chwila, która należy do nas, ale której nie zauważamy.

Zauważamy wszystko po czasie. Kiedy przychodzi coś złego, jakieś gorsze chwile, bark czasu. Kiedy przypominamy sobie te dobre chwile. A dlaczego tylko wtedy to zauważamy?

Daj sobie na wszystko czas. Będziesz miał okazję docenić każdą dobrą chwilę. I wtedy docenisz to co masz, choćby było tego niewiele.
 

 
Kiedy trafiałam w książce na moment całkowitej słabości bohatera zawsze choć trochę mnie to dziwiło. Bo niby jak to możliwe, żeby - choćby pod wpływem emocji, nawet bardzo, bardzo silnych - "czara goryczy" głównej postać przelała się tak bardzo, że wylewał się wręcz potok słów, że postać mówiła wszystko, nie myślała o tym kto to słyszy i co słyszy, ale po prostu mówiła to, co od dawna ciąży jej na sercu, że większość żalu, który gromadziła wypływa z potokiem słów, dając jej choć trochę wewnętrznej ulgi.
Zawsze choć trochę mnie to dziwiło.
Do momentu, kiedy stałam się główną postacią i sama tego doświadczyłam.

Teraz to dziwne uczucie. Kiedy zdajesz sobie sprawę, że pierwszy raz, ktoś usłyszał w jednej wypowiedzi więcej twoich życiowych żalów zbieranych od samego początku.
Kiedy moment, w którym chcesz komuś pomóc doprowadza do tego, że z ciebie wypływają wręcz twoje emocje.
Na początku zaczęłam się zastanawiać, jak mogłam dopuścić do tego wszystkiego. Ale potem zdałam sobie sprawę, że to nie zmieni już nic. Kiedy po tym wszystkim usłyszałam czy chcę, żeby mnie przytulono albo czy chcę coś jeszcze opowiedzieć odpowiadałam pewnie "Nie, dzięki." Teraz wiem dlaczego.
Pogodziłam się już z tym. Przeżyłam to sama w sobie i chociaż nadal mnie to wewnątrz drażniło to pogodziłam się z tym. Z wszystkimi porażkami, zażenowaniem, rozczarowaniami.
I chociaż tego wszystkiego nigdy w życiu się nie pozbędę, chociaż będzie się to wszystko przypominać w najgorszych chwilach mojego życia to jestem z tym pogodzona.

I najlepsze co mogłam zrobić w swoim życiu to właśnie podzielenie się tym z kimś innym.
 

 
Na wstępie chciałam przeprosić wszystkich, którzy zaglądają tu regularnie (bądź nie, ewentualnie nie ma tu nikogo takiego) za moją bardzo długą nieobecność. Sporo się działo, mój organizm nie nadąża za tym wszystkim, co sprawiło, że nie tylko zaniedbałam bloga, ale także kilka innych obowiązków. Na szczęście niedługo będę miała 2 tygodnie wolnego, dlatego chciałabym trochę tutaj popisać, ale zobaczymy jak to wyjdzie, bo niestety nadal czeka mnie dużo pracy.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
"Każdy mężczyzna czy kobieta ma taką część osobowości, która jest ukryta nawet przed nim czy przed nią."
Zastanów się dłużej nad tym cytatem.

Ludzie mają to do siebie, że często lubią się wypowiadać na tematy, o których nie mają zielonego pojęcia.
"Gdyby tak się stało, zrobiłbym/zrobiłabym to..."

Ale tak na prawdę, skąd to wiesz?
Inna rzecz, jeżeli cię spotkała dana sytuacja, mógłbyś być prawie pewien, jak się zachowasz.
Ale nigdy nie wiesz.
Możesz mówić: "Jestem pewny/pewna, że tak bym zareagował/zareagowała.", ale nigdy nie jesteś tego pewien. To nieco przerażające, nieprawdaż? To jakbyś wchodził do Domu Strachów i zareagował inaczej, niż mówisz wcześniej.

Kto wie, może kiedyś ujawni się Twoja ukryta strona?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Dłuższa cisza na blogu jest spowodowana moim zabieganiem.
Niestety nie do końca mam wpływ na mój wypełniony terminarz, sama potrzebuję trochę czasu dla siebie.
Choroba krąży w powietrzu, niestety do mnie też dotarła obawiając się zapchanym nosem i gardłem bolącym do tego stopnia, że czasami trudno mi cokolwiek powiedzieć.
Postaram się zajrzeć częściej i raz na jakiś czas napisać jakiś dobry post, bo w końcu "nowy rok, nowa ja" zobowiązuje
  • awatar Keight: ale jak coś, to tęsknie <3 <3 <3
  • awatar Keight: Moja droga, pisz kiedy to "czujesz". Wracaj do zdrowia :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Znacie ten stan, kiedy wszystko się układa, ale znowu znajdują się jakieś nowe problemy?
Kiedy wszystko jest ok, a zaraz potem okazuje się, że tylko ty jesteś totalnym życiowym przegrywem i że tylko tobie nie wychodzi?
Nigdy nie przepadałam za chowaniem swoich żalów w sobie, ale bardzo często musiałam to robić. Jednak gdy tylko mogłam wypuszczałam z siebie wszystko, ale przy okazji wychodziłam na marudną.
Jednak czasami mi ciężko. Bo wiem, ze to nic nie pomoże. Że nikt mnie i tak nie doceni, bo po co?
I kolejny post, który jest bezwartościowy dla Ciebie, dla mnie jest chwilą ulgi.
Znając życie, kiedy przeczytam go za jakiś czas nie będzie mnie to obchodziło, pomyślę, że wtedy był to błahy problem, który jest dla mnie teraz duży.

Ale i tak muszę dać radę.
 

 
Powoli znowu wchodzę w rutynę dnia codziennego. Zauważyłam, że najbardziej nie męczy mnie pogoda, tylko jedynie wstawianie rano. Mój organizm też przez jakiś czas "narzekał", jednak wzięłam się nieco za siebie i już jest lepiej.
Nowy rok mija jak szalony, dzień za dniem. Ale na razie jest lepiej.

A jak u Ciebie?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nowy rok, nowa ja.
Ile razy już to sobie powtarzałam?
Zapewne sporo. Chęci są na początku, a potem tylko żyję z dnia na dzień, bez przejmowania się postanowieniami.
Jednak im bliżej nowego roku, tym bardziej kusi mnie, żeby podjąć nowe postanowienia.
Dlaczego?
Może z chęci zmian, która zazwyczaj objawia się jako ta dobra, pchająca do zmian korzystnych dla nas i nie tylko. Nie wiem, czy to na pewno dobry pomysł. Szybko rzucam wszystkie nowe aktywności, gdy nie widzę chociaż małych efektów.
Ale dlaczego nie spróbować jeszcze raz?
Może nauka nowego języka na prawdę się przyda?
Może nowa aktywność fizyczna sprawi, że w końcu będę lepiej czuć się w swoim ciele i moje zdrowie się poprawi?

Dlaczego nie spróbujesz raz jeszcze? Przecież nic nie tracisz, ale możesz zyskać wiele.
 

 
Chciałabym życzyć każdemu z Was zdrowych, spokojnych świąt Bożego Narodzenia. Oby każdy z Was otrzymał w te święta to, co najbardziej pragnie: więcej czasu z rodziną, spokój, a może coś całkiem innego.

Spokojnych świąt!
  • awatar Keight: Dziękujemy bardzo! A ja chciałabym życzyć żebyś była tu jak najdłużej, chociaż aż zastanawiam się czy to trochę nie życzenie dla mnie. Ciężko o tak dobrego bloga. Naprawdę. I właściwie uwielbiam to, że wszystko jest tak dopasowane, przemyślane, jakby nie dało się dorzucić ani ująć słowa. Wydaje mi się, że wręcz marnujesz się tu na pingerze, że ze swoich przemyśleń mogłabyś zrobić "dużego" bloga, który stałby się pasją i generowałby spore pieniądze. Dużym minusem jest tutaj, że wiele postów nie wyświetla się np. na stronie głównej, choć jak założyłam motywacjębezgranic rok temu to i tak o tak dobrym początku (ok. 30 wyświetleń dziennie, które masz teraz) mogłam sobie pomarzyć. Jesteś taką naszą perełką i mega talentem, pamiętaj o tym <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
"Gdybyś dostał książkę z historią Twojego życia, przeczytałbyś zakończenie?"

Jak brzmi moja odpowiedź na to pytanie?
Prawdopodobnie nie przeczytałabym końca. Wyrwałabym tylko kilka stron na początku, a resztę wrzuciłabym do pieca, pozwalając im się spalić. Nie potrafiłabym przeżyć reszty życia ze świadomością, że wiem co zaraz się stanie, że wiem jak umrę.

Chociaż, sama nie jestem pewna czy bym tak zrobiła. Kiedy spotkałaby mnie taka sytuacja mogłabym zareagować całkiem inaczej, prawda?
 

 
Kiedy robiłeś/robiłaś coś tylko dla siebie?

Żyjemy szybko, często z dnia na dzień. Biegamy między pracą, szkołą a obowiązkami domowymi. Non stop pomagamy rodzinie albo przyjaciołom. Pod koniec dnia, zmęczeni, rzucamy się na łóżko, zasypiając w momencie dotknięcia głową poduszki. Rano zaczynamy wszystko od nowa.

Gdzie czas na chwilę tylko dla Ciebie? Na doczytanie książki, która leży obok łóżka już któryś tydzień? Na wypicie ciepłej herbaty i popatrzenie na zmieniającą się porę roku za oknem?
Dlaczego zwalniamy trochę tylko wtedy, gdy musimy?

Zrób coś dla siebie właśnie dziś. Kup sobie coś ładnego. Wstań chwilę wcześniej, by nie biegać rano po domu. Odpocznij chwilę. Załóż ulubioną bluzkę. Poświęć sobie dłuższą chwilę niż zazwyczaj.

Nie pozwól, by Twoje życie samo Tobą rządziło.
Zapanuj nad chwilą i w pełni się nią ciesz.
 

 
Przeglądając leniwie tablicę na facebooku wywalczonego wolnego piątkowego wieczoru trafiłam na pewien obraz, na którego środku widniał napis:
"Czy wasi przyjaciele byliby w stanie spędzić z wami sylwestra w szpitalu, pijąc sok jabłkowy?"
Zatrzymałam się na chwilę. Niby niezbyt trudne pytanie. Ale nie potrafiłam od razu na nie odpowiedzieć. Pomyślałam po kolei o każdej osobie, z którą się przyjaźnię.
Odpowiedź w moim mózgu zaskoczyła samą mnie.
"Nie wiem."
Dlaczego?
Ufamy różnym osobom. Czujemy się z nimi związani mniej lub bardziej. Jednak przychodzą takie sytuacje, że zadajemy sobie pytanie czy znamy te osoby na pewno? Czy wiemy jak zachowały by się w danej sytuacji? Nie chodzi tu o życie codzienne, o to co robimy każdego dnia. Chodzi o sytuacje wyjątkowe, w których potrzebujesz pomocy i wsparcia.

Czy Twoi przyjaciele byliby w stanie spędzić z Tobą sylwestra w szpitalu, pijąc sok jabłkowy?
  • awatar Gość: To przecież jasne. Nad czym tu myśleć? Z prawdziwym przyjacielem nawet bez soku!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Milion rzeczy do zrobienia.
Czas ograniczony do minimum.
Wychodzenie z domu o 7.00 rano, wracanie o 21.00.
Ciągłe zmęczenie.
Ciągła odpowiedzialność.

Chwila oddechu.
Chwila z bliskimi.
Chwila śmiechu, zadumy, refleksji.
I powrót, do szalonego tempa, którego nie mam prawa zwolnić.
Stres i wszechobecny brak czasu.
  • awatar Keight: Miałam tak wielokrotnie, z czasem jednak nauczyłam się że trzeba zwalniać. Że czasem człowiek potrzebuje czegoś innego. Mam ogromną nadzieję, że złapiesz moment tylko dla siebie, oraz wypoczniesz :*
  • awatar Gość: Wyluzuj, wiem, co mówię. Tydzień ma 7 dni po24 godziny każda. Przelicz, ile z tego czerpiesz dla siebie? To se ne wraca!!!
  • awatar Gość: Jest szansa, że po dwóch dniach ciągłego spania uczuciowość i natchnienie wróci! XD :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Każdy z nas choć raz w życiu się zatrzymał i spojrzał na kogoś innego, zastanawiając się, jakie jest jego życie.

Zawieszamy na kimś wzrok.
W pociągu, w autobusie, na przystanku, w sklepie. Zastanawiamy się nagle, jakie życie ma ten człowiek. Czy mu się wiedzie, czy jest zadowolony, czy jest szczęśliwy, czy spełnia swoje marzenia? Może mu się nie udaje, wszystko mu się sypie, a jego świat powoli lub nagle legnie w gruzach.
Czasami słyszymy strzępki rozmów.
Jakieś stare opowieści bądź całkiem świeże plotki.

Wtedy, analizując to wszystko, na chwilę się zatrzymujemy i spoglądamy na nasze życie. Jak wygląda, co robimy, a czego nie. Czy powinniśmy je zmienić? Czy czujemy, że robimy wszystko dobrze?
To powinien być impuls. Impuls do zmian. Zacznij już dziś.
 

 
Niby wszyscy wiemy co to jest odpowiedzialność. Każdy powinien zdawać sobie sprawę z tego, że jesteśmy odpowiedzialni za każdy swój czyn (również ten zły).
Ale czy tak jest zawsze?

Od dość długiego czas wydawało mi się, że jestem odpowiedzialną osobą. Zawsze też starałam się dotrzymać obietnic. Ostatnio jednak jedną zerwałam.
Dlaczego?
Pod wpływem impulsu, któremu nie powinnam była zaufać.
Jedna rzecz pociągnęła za sobą drugą, i wszystko skończyło się całkowicie inaczej, niż miało.
Ale co z tą odpowiedzialnością?
Zrywając obietnicę wzięłam na siebie odpowiedzialność mojego czynu. Nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę w tamtym momencie. Ciężar odpowiedzialności poczułam gdy było już za późno, by naprawić to w tym samym momencie, w którym się zepsuło.

Czy nie wzięłabym na siebie takiej odpowiedzialności, gdybym widziała jakie będą skutki tego wszystkiego?

Nic nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ale musimy wiedzieć, że ciągle ciąży nad nami ciężar odpowiedzialności.
 

 
Każdy dzień zlewa się z poprzednim, nie w sposób odróżnić ich od siebie.
Szara codzienność, której nie próbuję nawet zmieniać.
Narzekam oczekując, że dzięki temu coś zmieni się w moim życiu, choć dobrze wiem, że całkowicie nie mam racji.

Dlaczego nie wezmę się za coś nowego?
Może z lenistwa, które sprawia, że chociaż chcę się zmienić, to nie próbuję, może boję się włożyć za dużo starania, za dużo wysiłku?
Może chodzi o to, że za dużo się nie udawało, że coś psuło się szybko i sprawiało, że ból pozostawał na długo. Może pozostaję bierna ze względu na porażki, które ponoszę?

Nie jestem w stanie ocenić dlaczego.
Dlaczego nie wezmę się za siebie, nie zrobię kroku w przód, bo za bardzo boję się wszystkiego wokół. Chociaż może po prostu wmawiam sobie, że to strach.

Może tego strachu tak na prawdę nie ma?
  • awatar Jakobina: @Keight: Dziękuję bardzo za komplementy :)
  • awatar Keight: Strach przed porażką jest brutalny i atakuje każdego z nas. Jest w stanie zwalczyć go prawdziwa pasja i cel, za który jesteśmy w stanie wiele poświęcić. Z pewnością znajdziesz coś takiego ;) Ten blog jest owiany taką aurą tajemniczości, a styl pisania jest świetny <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Doprowadzę kiedyś do mojej autodestrukcji.

Nie mam wielu przyjaciół, ale tych, którzy są przy mnie bardzo szanuję.
Ostatnio jednak, ze skutkiem dla mnie niekorzystnym, postawiłam ich dobro nad swoje.
Mam wrażenie, że przez to zmarnowałam swoją szansę (być może życiową, okaże się kiedy), by dać szansę innym i pilnować, by im się udało. To sprawiło, że przejęłam się sprawami innych tak bardzo, że nie miałam czasu na swoje, że zaniedbałam siebie.

Czy powinnam stawiać ich dobro nad swoje? Czy oni zrobiliby dla mnie to samo?
Zastanawia mnie to bardzo.

Teraz jednak, gdy straciłam moją szansę zrozumiałam, że najwyższy czas wziąć się za siebie.
Zrozumiałam swój błąd, biorę za niego pełną odpowiedzialność i mam szczerą nadzieję, że konsekwencje moich działań uda się zmienić.
 

 
Dziwnie znaleźć się tutaj z powrotem po ponad 3 latach.

Zmieniło się dużo. Tutaj, u mnie. Prawdopodobnie nie został tu już nikt, kogo wcześniej uwielbiałam.

Ale ja wróciłam.

Dlaczego?

Bo chociaż wiem, że nikt tego nie czyta to czuję niesamowite przywiązanie. Żałuję, że wszystkie moje dawne miniblogi i wpisy usunęłam. Te wpisy, które dały możliwość wysłania w świat mojej weny, często bardzo nacechowanej osobistymi przeżyciami.

Minęło tyle lat, a ja czuję niewysłowiony sentyment.

Śmieszne, wiem.